Narzekające skrzypieniem niemodne leciwe łóżko. Zasmucone od nieważności. Zrozpaczone, bo koniec bliski. Ach, ci młodzi… Tacy… rozpędzeni, nieuważni. Młoda, rozwichrzona pędem z drzwi, pełna zachwytu wprost do sypialni. Z rąk na zmartwione łóżko spada ogrom przytulny wielkiej narzuty. Zabarwionej smakiem porannej, mlecznej kawy. Takiej, co służbą dla łoża, okryciem wstydliwości zarumienionej i zadyszanej… Z okruszynami po miłości podanej na śniadanie.